niedziela, 27 maja 2012

Kolorowe Lille

Lille to miasto położone około 12 km od granicy z Belgią, na samej północy Francji...zimnej północy....Lille to miasto młodych, czuć studenckiego ducha...To jednocześnie miasto posiadające zupełnie inny klimat niż Paryż, pewien specyficzny charakter dało się odczuć na każdym kroku...Choć to milionowe miasto to nie ma tłoku, tłumów i podobno da się znaleźć spokojnie miejsce do parkowania, co w Paryżu raczej się nie udaje. Tu podobno nawet ludzie są milsi niż....I choć krąży anegdota, że na północy Francji nikt nie chce mieszkać, a na południu Anglii każdy (tylko godzina pociągiem dzieli Lille od Londynu) to ja wyjechałam oczarowana....Poczułam się tu jak w domu, zapraszam dziś na krótki spacer po Lille, który okazał się kolorowym miastem:-)


Dobrej nocy!

piątek, 25 maja 2012

Powrót:-)

Tytuł dzisiejszego posta ma dwa znaczenia. Wróciliśmy już z naszych wojaży, co mnie niestety smuci, a drugie znaczenie to nareszcie powrót do blogowego świata! Wracam do odwiedzania Was, komentowania i z głową pomysłów na nowe posty:-) Ponieważ w głowie i duchy nadal jesteśmy we Francji, nie mogą się dziś pojawić inne zdjęcia...Obiecałam Wam kolejne migawki z Bruggi, ale również kilka akcentów z domu cioci. Tak trudno mi wybrać to co najciekawsze, ale coś się udało:-)
Brugia to miasto zwane belgijską Wenecją, a piękne kamienice i domki usytuowane są nad kanałami. To nasz powrót po kilku latach do tego miasta i ponowne zakochanie się w tym miejscu...



Brugia to również królestwo koronek.


Cieszę się bardzo, że podoba Wam się domek cioci. Ja jestem nim zauroczona:-) Typowa zabudowa północnej Francji to wąskie, ale wysokie domy, z czerwonej cegły. Te schody to mój faworyt, chociaż jak się tu wprowadzili pokryte były kilkoma warstwami farby olejnej ( bordowej i białej). Niedawno udało się odzyskać ich naturalny kolor.


Pokój maturzysty to przede wszystkim pokój miłośnika muzyki. Połączenie całkiem nowoczesnych elementów z dawnymi tworzy według mnie świetną całość:-)


Cały dom wypełniony jest antykami, rodzinnymi pamiątkami wujka, jak choćby ta szafa, a na niej konik Dala, pamiątka po babci Szwedce, podobnie jak fotel.


                      Biurko to również pamiątka i obok kolejny konik Dala.


                      Jeszcze jeden kominek, a obok mała komunijna ozdoba domu.


                          I jeszcze jedno ujęcie:-) Ach te zdobienia sufitów, ścian....

  To tyle, mam nadzieję, że wytrwaliście do końca, w następnym poście zapraszam Was na spacer po Lille. A ja teraz idę pobuszować po Waszych blogach:-) Miłego weekendu!

sobota, 19 maja 2012

Pozdrowienia z Francji:-)

Witajcie Moi Drodzy!

Udało mi się na chwilkę zdobyć komputer i postanowiłam napisać do Was parę słów prosto z Lille:-) Jesteśmy tutaj od środy, w tym czasie wybraliśmy się do Belgii, do mojej ukochanej Brugge, gdzie obowiązkowym celem było skosztowanie gofrów w jednej z tamtejszych restauracji. Sama Brugga zachwyca swoją architekturą i jeszcze pokażę Wam ją w szerszej perspektywie, dziś tak na szybko udało mi się zrobić kilka kolaży.


    Belgia to królestwo czekoladek, sklepy zachwycają swoim wystrojem wnętrz.





                    Dziś na blogu French Larkspur również pojawiły się zdjęcia z Brugge.



 A u nas trwają przygotowania do komunii Wiktora, choć są zupełnie inne niż w Polsce. Myślę, że wielu polskim mamom by się takie spodobały:-) Chciałabym Wam również pokazać parę migawek z domu mojej cioci. To stary, francuski dom, usytuowany w centrum Lille. Taki klimat domu uwielbiam....







To właśnie lubię, piękne schody, wysokie sufity, kominki w każdym pokoju...myślę, że każdy nowy dom    zamieniłabym na taki...i do tego jeszcze zbudowany jest z czerwonej cegły:-) Macie ochotę na więcej ?

Pozdrawiam Was serdecznie!

sobota, 12 maja 2012

Jestem:-)

Witajcie:-)

Wpadam do Was dosłownie na chwilkę. Tak długiej przerwy blogowej chyba wcześniej nie miałam, ale tak jak wspominałam maj obfituje u nas w wiele wydarzeń. Za mną konferencja, której poświęcałam ostatnio każdą wolną chwilę. Badania, które prowadziłyśmy, nieoczekiwanie rozrosły się do ogromnych rozmiarów i nawet udało nam się uzyskać współpracę z Nepalem, a przed nami kontynuacja badań w Czechach i Słowenii, a także w wielu ośrodkach w Polsce. Pomału staję się chyba bardziej teoretykiem niż praktykiem, ale ta zmiana bardzo mi się podoba i mam ochotę iść nadal w tym kierunku:-) Nie byłabym jednak sobą, gdybym nawet podczas konferencji o książkach, nie zachwyciła się wnętrzem:-) Muzeum Miasta Łodzi, bo tam odbywały się sesje, to najbardziej okazały budynek w naszym mieście, zwany łódzkim Luwrem. Dawny pałac fabrykanta Poznańskiego, znany także z filmu Andrzeja Wajdy "Ziemia obiecana" zachwycił mnie swoim wnętrzem. Nie miałam niestety czasu na robienie zdjęć, ale na tej stronie znalazłam kilka. Zachęcam do obejrzenia.

Domowe życie niestety zeszło na dalszy plan. Dziś w końcu zrobiłam porządki, ale daleko do doskonałości. Praktycznie żadnych nowinek nie ma. Nie miałam czasu na nic niestety. I na razie nie zapowiada się na zmianę, bo już w środę wylatujemy do Francji:-) I to kolejne bardzo pozytywne wydarzenie! Głównym powodem naszego wyjazdu jest komunia mojego chrześniaka - Wiktora. Oprócz tego mamy w planach krótkie zwiedzanie. Tym razem będzie to północ Francji, miasto Lille, ale ja bardzo chcę kolejny raz odwiedzić belgijską Brugge, gdzie jadłam najlepsze gofry w życiu:-)I oczywiście targi staroci:-)
A w domku...no cóż...ciągnie mnie ostatnio do angielskich klimatów:-) Kwieciste zasłony, wygrzebane w sh za 5 zł, wymarzona waga, mlecznik i durszlak przybliżają mnie do ideału:-) 



                            Troszkę witamin:-) Uwielbiam TK MAXX:-)




Przepraszam Wam najmocniej, że nie bywałam u Was, nie komentowałam, ale naprawdę nie mogłam. Obiecuję, że po powrocie z Francji nadrobię wszystkie zaległości!I mam nadzieję,że Wy nadal będziecie chcieli mnie odwiedzać i napiszecie parę słów:-)

sobota, 21 kwietnia 2012

Zakwieciło się:-)

Zaczęło się od kupienia paru gałązek frezji, następnie kilku tulipanów, a potem już poszło:-) Dziś na ryneczku zaopatrzyłam się dodatkowo w bratki i od razu inaczej wokół mnie:-) Kwiaty są niezwykle miłym obiektem do fotografowania. Każdej nowej gałązce zrobiłam zdjęcie, by zachować w pamięci ich kolor i świeżość:-)


W Pepco nabyłam wiklinową tacę, za 19,90 zł.

A poniżej moje wariacje kwiatowe:-)



A i na balkonie  zamieszkały bratki:-)
 

 Pozdrawiam Was niezwykle kolorowo:-)


wtorek, 17 kwietnia 2012

"Wspomnienia są jedynym rajem, z którego nie można nas wygnać"


W takie dni jak dziś, kiedy moje zmęczenie sięga zenitu, najlepszą terapią jaką stosuję, jest oglądanie zdjęć. Wracam myślami do wakacji, wspominam, tęsknie i tworzę swoje własne widokówki, które przypominają mi najlepsze chwile..




Polecam Wam ten rodzaj terapii na brzydkie, mało wiosenne, zapracowanie dni. Własne widokówki, najlepiej wywołać i przypiąć w widocznym miejscu i patrzeć, patrzeć i wspominać:-)

czwartek, 12 kwietnia 2012

Wiosenny zwierzyniec

Moi Drodzy!

Dziękuję za Wasze słowa, oby tego zdrowia i sił było jak najwięcej! 
Teraz niestety ja poległam, angina wzięła górę i leżę ledwo żywa w łóżku. Dawno mnie tak nie rozłożyło...a dopiero co się chwaliłam,że cały rok szkolny nic się nie dzieje, no to się doczekałam...
Przywiozłam ze sobą parę zdjęć...dosłownie parę, bo nawet na to nie miałam ochoty w czasie świąt. 
Ale pokaże moje małe wiosenne pstryki z naszego podwórka  i nasz domowy zwierzyniec:-)  

 Cebulki zasadzone jesienią cieszą teraz nasze oczy:-) 


 


I jabłonie witają wiosnę:-) aby latem dawać owoce na pyszne ciasta.


Nasze kurki niestety mają ograniczoną swobodę, gdy Cerber pojawia się w pobliżu. Dla jednej z nich skończyło się to ostatnio tragiczne, Cerber zaś pokazał swoją prawdziwą naturę psa myśliwskiego, która jak myśleliśmy już dawno została uśpiona...


Zrobienie zaś samemu zainteresowanemu zdjęcia graniczy z cudem. Biega z prędkością światła,  w domu spędza chwile, a iść na dwór jest gotowy już od 3 w nocy, średnio co dwie godziny wymusza nocne wyjście na dwór. Moja Mama po trzech dniach naszego pobytu załamuje ręce...Aaa zapomniałam dodać, że sam otwiera sobie drzwi (brudząc przy tym wszystko wokoło), które my wiecznie zamykamy...W Łodzi zaś zamienia się w typowego kanapowca...


Ale to nie koniec naszego zwierzyńca:-) 

 Tego psiaka już znacie: 


A to nasz nowy nabytek, imieninowy prezent od nas dla Dziadka, który marzył o takim piesku i zakochał się w nim ze wzajemnością od pierwszej chwili...


Pozdrawiam Was serdecznie!